Kluczowy dosiad

W dawnych czasach dużo jeździło się na tzw.oklep, dzięki czemu jeździec w fazie szkoleniowej uzyskiwał pozycję dla siebie optymalną. Pozwalała ona czuć się bezpiecznie w każdej fazie jazdy. Dodatkowo jeździec szybko dostrzegał zależność między dokładnym i głębokim przyleganiem swych pośladków do grzbietu konia a tempem jego kroku. W jeździe na oklep zdecydowanie lepiej wyczuwał ruchy i napięcia mięśni konia. Potem tę umiejętność przenosił na siedzenie w siodle. Istotne także podkreślenia , że wszystkie tempa z uwagi na stosowane siodła z wysokimi łękami jechało się w pełnym dosiadzie. Anglezowanie w kłusie pojawiło się dopiero w XIXw., a jazdę w półsiadzie stosowali jedynie Lisowczycy. A zatem umiejętność „wysiedzenia” każdego tempa było kluczowe dla jeźdźca tamtej epoki. Z niej wypływała cała pozycja tułowia w jeździe konnej.

Warto sięgnąć do opisu prawidłowej pozycji rycerza na koniu. Ch.Pieniążek pisze: „…pięta silnie obciągniętą ku dołowi , z nogą przy koniu, tak jednak aby piętami bez potrzeby nie uderzać. Jeździec nie powinien pochylać się ani do tyłu , ani do przodu , lecz siedzieć prosto. Lewa ręka dzierży wodze na wysokości kłębu końskiego , prawa ręka zaś dzierży broń..”.

Współcześnie wielu jeźdźców przechyla tułów ( w stępie i  kłusie) nieco do przodu lub stosuje tzw. wygięcie lędźwiowe. To powoduje ,że koń ma nieco przeciążone przednie nogi a zad jest odciążony, Wtedy równowaga jeźdźca jest chwiejna , a konie (szczególnie energetyczne) mają tendencje do przyspieszania , co daje niedoświadczonym jeźdźcom wrażenie dysonansu.

Dosiad jest  kluczowy dla naszego komfortu , ale przede wszystkim dla komfortu końskiego grzbietu i naszej harmonii z nim. Aby dobrze złapać dosiad, najlepiej usiąść na oklep lub wyobrazić sobie taki dosiad w siodle ale po „wyrzuceniu strzemion” ( na początku na koniu w bezruchu) Powinniśmy umościć się naszym tyłkiem wygodnie na grzbiecie. Siedząc na oklep, szybko się przekonacie ,że siedzi się nieco z tyłu , poza wygięciem kłębu ( bo inaczej się nie da po prostu – szczególnie panom ) Nogi są luźno spuszczone i kręgosłup rozluźniony , ale nie powodując przygarbienia. I z tej pozycji warto leciutko ruszyć stępem ( a potem wolnym kłusem w pełnym dosiadzie) tak aby nie tracić tego całkowitego „przyklejenia” naszego tyłka do grzbietu. Powinniśmy niejako czuć ,że jesteśmy z koniem jednym ciałem. Podążamy naszą miednicą za ruchem grzbietu konia. Ktoś obserwujący nas z boku zobaczy ,że aby to osiągnąć jesteśmy leciutko odchyleni górą tułowia.


Taką samą pozycję mają zawodnicy trenujący dresaż, bo wtedy też mają najpełniejszy kontakt z koniem. A jak wiadomo , do „tanga trzeba dwojga” i stąd w dresażu ,  który jest tańcem konia i jeźdźca ta idealna harmonia jest konieczna.

W tym  miejscu ważne jest też podkreślenie układu funkcjonalnego ruchu konia. Wytłumaczę to w sposób bardzo obrazowy (patrz rysunek poniżej).  Przód konia –  łopatki i przednie nogi to niejako kierownica ( jak w samochodzie) które odpowiadają  za kierunek w którym jedziemy, kształty drogi którą pokonujemy. Zad konia i tylne nogi to jest silnik. Ta część odpowiada za napęd i prędkość.

A zatem jeśli chcemy regulować prędkość  ruchu konia ( start, stęp, kłus, galop, ciągi, itp.) to skupiamy się na zadzie, a gdy pracujemy nad jakimikolwiek figurami ( skręty, wolty, zwroty, itp.) skupiamy się na przedniej dolnej części. W jeździectwie naturalnym są to najważniejsze części ciała konia , którymi „sterujemy” . W ogóle nie skupiamy się na głowie, pysku, czyli górnej części konia. Ideałem jest jazda bez używania rąk , choć  droga do tego jest długa – ale wcale nie niemożliwa. Właśnie nasi przodkowie galopowali  manewrując  koniem , a  ręce mieli zajęte szablą i tarczą.

Koń ustawia własny środek tak aby znajdował się w linii prostej dokładnie pod naszym punktem ciężkości. Niejako „łapie” równowagę „bagażu na plecach”, tak aby mu było wygodniej. Każdy kto chodził z dużym plecakiem na plecach wie, jak wiele zależy od prawidłowego jego ułożenia . Jeśli jest dobrze zapakowany i dobrze dopasowany ( np. stelażem) do pleców to nawet duży ciężar nie jest problemem. Natomiast źle zapakowany i źle ułożony  ( np. krzywo z naciskiem na jedno ramię)  to nawet przy małej wadze jest nieprzyjemny do noszenia. Podobnie koń stara się tak ustawić pod ciężarem siedzącego jeźdźca   aby mu było jak najwygodniej. Nasz dosiad zatem może nie tylko uruchomić ruch , ale też spowodować że koniowi będzie wygodnie pod nami, lub wręcz przeciwnie nawet lekki jeździec będzie bardzo niewygodny i uciążliwy. I w tym drugim przypadku , koń będzie miał tendencje do częstego zatrzymywania , kłopotu z ruchem, lub skrajnie do ucieczki do miejsca gdzie może stać bez ruchu.

Kluczem do dobrego , niezależnego i zrównoważonego dosiadu są nogi jeźdźca, a właściwie ich fragment – uda od kolana w górę , mniej więcej do połowy jego długości. Ta część nogi przylegająca do siodła , zapewnia najlepszą stabilność dosiadu. Jeżeli główną rolę w utrzymaniu równowagi przejmują strzemiona , jeździec sterczy na koniu , równowaga jego jest chwiejna , nogi nie są w stanie „rozmawiać” z bokami konia, a ręce nie mogą być niezależne , ponieważ muszą pomagać w odzyskiwaniu chwiejności równowagi.

Głęboki dosiad , czyli omawiane miękkie siedzenie na tylnym aktonie siodła daje dobrą równowagę w dynamiczniejszych tempach. W galopie , kiedy jeździec musi koniem sprawnie manewrować , zad konia musi dociążać a przód konia lekko odciążać. A zatem jeździec jest nieco „bardziej do tyłu”. Ręka jeźdźca tylko przytrzymuje ( nie ciągnie) wodze blisko przy kłębie , a regulacja prędkością odbywa się jedynie przez dociążanie/odciążanie zadu.

Podobnie wykonany dosiad wykonywany jest przy konieczności używania broni ( szabla, włócznia, buzdygan) , kiedy uderzeniu towarzyszy siła odbicia. Jeździec musi siedzieć stabilnie , aby ta siła odbicia nie „wyrzuciła go z siodła”. A zatem sam moment walki wykonywany jest zawsze w dobrym dosiadzie , silnym trzymaniu udami oraz z możliwym podparciem na strzemieniu od strony ataku. Zwracam ponownie też uwagę na lekkie trzymanie wodzy , aby koń zawsze był swobodny „na przodzie”. To jest istotne , gdyż w walce ( fechtunku z siodła) zawsze musimy być przygotowani na konieczność nagłej zmiany manewru, wyjścia z blokady czy innego kierunku natarcia.

A zatem kluczową umiejętnością jeździecką jest jazda galopem w pełnym dosiadzie. To jest umiejętność uznawana dzisiaj za „dresażową” i w wielu miejscach w galopie jeździ się głównie w półsiadzie. A to nie jest niestety droga do bezpiecznego i sprawnego jeździectwa.

Jazda galopem w półsiadzie wprowadzona została przez polskich lisowczyków na karty historii jeździectwa bojowego.  ( zmienili też w tym celu siodła na krótsze i bez wysokich łęków) . Stosowane było jednak tylko dla dużych prędkości , aby z konia wydostać maksimum możliwości . A wtedy właśnie zad konia powinien być odciążony . Tu jednak też warto zwrócić uwagę  , że jeździec nie przenosi się na przód konia. Jego środek ciężkości wciąż musi znajdować się nad środkiem ciężkości konia. A zatem jeździec unosi tyłek, ale jednocześnie przesuwa go nieco do tyłu aby zrównoważyć swoje pochylenie . Skrajnie ta pozycja jest dobrze widziana na wyścigach konnych , gdzie dżokej ma swoją pozycję ideal

nie rozłożoną po połowie z przodu i z tyłu względem środka ciężkości konia.

Niestety wielu jeźdźców w galopie stosuje półsiad przesunięty zbytnio „do przodu”. To daje brak pewności hamowania, manewrowania i duże niebezpieczeństwo „wypadnięcia z siodła” w przypadku potknięcia konia lub nagłej „zmiany nogi”.

Konkludując – umiejętność prawidłowego dosiadu i jego regulacji są kluczowymi w dobrym jeździectwie. A jak się przekonamy w innych odcinkach tego cyklu , bez dobrego dosiadu nie może być swobody obu partnerów-jeźdźca i konia.